Zielony skwer przylegający do ul. Grunwaldzkiej już dawno okrył się złą sławą. Przez długie lata miał być centrum spotkań miłośników picia trunków pod chmurką, przez co przestał służyć innym. Czy tak było i jest? W dzień żadnych zorganizowanych grup nie było widać. Właściwie nie było widać nikogo. Tylko na jednej z ławek pod drzewami przysiadły panie z dziećmi.
Ale, szczerze mówiąc, trudno się dziwić, że to potencjalnie piękne miejsce nie jest jakoś szczególnie oblegane. Wszystko dlatego, że typ i stan ławek zupełnie zniechęca, by zatrzymać się w cieniu, przymknąć oczy i posłuchać szumu starych lip. Niektóre wyglądają, bardziej jak grzędy dla kur, a nie siedziska dla ludzi… To nie pierwsze miejsce, gdzie ważny miejski mebel w Malborku jest traktowany z takim lekceważeniem. Jakby ławka była złem koniecznym, jakby jej adresatem były wyłącznie osoby, które natychmiast, gdy siądą, wyciągają alkohol i piją, i piją… A przecież ławka to okazja do spotkania z drugim człowiekiem, nawiązania rozmowy, a im wygodniejsza, im bardziej w cieniu, tym lepiej służy na przykład osobom starszym, albo rodzicom z dziećmi. Im więcej komfortowych siedzisk, tym więcej ludzi, którzy się gromadzą, wypychając z danego obszaru mniej oczekiwane osoby.
Cały tekst można przeczytać w papierowym wydaniu "Gazety Malborskiej". Zachęcamy jednak do wyrażania opinii na temat zielonych przestrzeni w mieście, ławek i ich stanu, porządku, bałaganu, niedbalstwa mieszkańców i pracy służb komunalnych. A może Czytelnicy dołączyli już do modnej w Internecie akcji #podnieś5 #codziennie5, która polega na dbaniu o nasze wspólne otoczenie: plażę, ulicę, las, park, podwórko i zbieraniu śmieci?